Odbijaj flaszkę, żądz nie kiełznaj, Hej, na orbitę wszyscy wraz! Bo gdy tak człek od rana pełza, To wieczór spędzić chce wśród gwiazd. (Bal kreślarzy - Stanisław Staszewski)
Imprezka dla dzieci odbyła się z mniej więcej z miesięcznym opóźnieniem wynikającym głównie z rezerwacji weekendowych terminów przez innych młodocianych jubilatów1 ;)
Dzieci bawiły się świetnie. Głośne, czerwone i mokre, czyli zadowolone ;)
Jedna z pań mniej. Zaproszony 5-cio letni potwór dostrzegł bowiem u niej błysk w ustach (od cekina zapewne) i uporczywie domagał się prezentacji ;) Naprawdę uporczywie ;)
***
1- A także przez urodziny Limonki cz. 2.5, 2.75, 2.875 itd. itp., czyli mniej lub bardziej zapowiedziane wizyty znajomych z tej okazji :)
I nie powie stary baron więcej do mnie "paszoł won!", Nie wypchnie za próg z gitarą - bowiem w grobie leży on. (Wróci wiosna, baronowo - K.I. Gałczyński)
Tydzień później dojechał Straszny Dwór. Dojechał i... nie poznał blatanckiej rodziny sunącej w odległości kilku metrów. Na usprawiedliwienie gapiostwa można dodać jedynie, iż Żmijce i Blatantowi z głów zwisały białe loki peruk a pożyczone stroje barokowe dość skuteczne odwracały uwagę od szczegółów fizjonomii. Limonka, jak zwykle, robiła za księżniczkę i to wyłącznie dzięki niej towarzystwo zostało ostatecznie rozpoznane ;)
***
Nawiasem mówiąc ochroniarz kilka minut wychodził z szoku dostrzegłszy karykaturę hrabiego de Valmont chyłkiem pomykającą pośród cieni (ze śmieciami w rękach) w stronę kontenera ;)
Brains in the pot, they’re beginning to boil They’re dripping with garlic and olive oil (Tweedle Dee & Tweedle Dum - Bob Dylan)
Nadszedł dzień urodzin Limonki. Ze względu na mnogość towarzystwa pragnącego oddać zwyczajowe pokłony jubilatce rodzice Stwora podzielili imprezkę na dwa terminy: "dla zgredów i bardziej zgredów" oraz "młodych".
Starzy zostali wyznaczeni na pierwszy ogień. Zjawili się wszyscy zaproszeni1. Wysoka frekwencja pozostawiła skutek uboczny w postaci tira zabawek2.
Nie obeszło się jednak bez drobnego zgrzytu. W sumie był tak niewielki, że może nikt poza Blatantem go nie zauważył, lecz wystarczających rozmiarów by jeszcze długo dręczyć ojca Limonki. Otóż Stwór zapragnął zagrać w niedawno sprezentowane Czosnkowe wampiry - prostą, choć nietrywialną gierkę planszową. W skrócie gracze (wampiry) biegają w niej po cmentarzysku od swych chatek do zamku, skąd za wszelką cenę usiłują wynieść jak najwięcej czosnku jednocześnie unikając jak słońca pomidorów3. Myk polega na tym, że nikt początkowo nie wie, kto gra wampirem jakiego koloru, ponieważ każdy może przesunąć pionek każdego. Blatant chytrze postanowił pomóc nieco swej latorośli grającej z dorosłymi CHCĄCYMI WYGRAĆ popychając, gdy trzeba, jej wampira. Niestety pomylił się w ocenie kto gra kim. W rezultacie Limonka nie zgromadziła ani ząbka czosnku, natomiast w udziale przypadły jej wszystkie dostępne w grze pomidory ;(( W ostatniej rundzie smutna i zrezygnowana podziękowała za grę słowami "No dobrze, poddaję się" ;(((( Blatant poczuł nadchodzący zawał.
***
PS.: Żeby nie drobne notatki, które czynię w tzw. międzyczasie cały mój pamiętnik zabraliby Niemcy. A konkretnie jeden. Alzheimer czy jak mu tam...
***
1 - Z wyjątkiem mieszkańców Strasznego Dworu, których zasypało. Wyruszyli wprawdzie zgodnie z planem, lecz dotarli tydzień później. 2 - Bywalcy wiedzą, że by domknąć drzwi pokoju Limonki, należy z buta dopychać wystające pluszaki jednocześnie rękoma pilnując wyżej umieszczonych ponad gabarytowych kreatywnych zabawek przed tragicznym upadkiem na zamykającego. 3 - Co obala mit jakoby kreatury te nie znosiły allium w dowolnej postaci ;)
Mama, take this badge off of me I can’t use it anymore. It’s gettin’ dark, too dark for me to see I feel like I’m knockin’ on heaven’s door. (Knockin' On Heaven's Door - Bob Dylan)
Nim urlop dobiegł końca, Blatant zdążył jeszcze odwiedzić uroczy, klimatyczny pałacyk w Otwocku z nie mniej interesującymi bywalcami oraz zafundować Bestii prezent noworoczny w postaci łączników stabilizatora o które dopukiwała się (coraz bardziej zdecydowanie) od chwili, kiedy się poznali.
Wszystko co dobre1, kiedyś się jednak kończy. Pierwszy dzień po dłuuuugim urlopie wypadł w piątek. I to okazało się w tym wszystkim najbardziej uspakajające :)
Somebody got murdered on New Year’s Eve Somebody said dignity was the first to leave (Dignity - Bob Dylan)
Zabawę sylwestrową zorganizowała Żmijka1. Nie uległa namowom Blatanta zmierzającym w kierunku kontynuacji ubiegłorocznej wyprawy. Zamiast szwendać się po D&D w podejrzanym towarzystwie wybrała ofertę teatru Komedia (jak w tytule notki).
Blatanctwo spędziło więc wieczór w miłej atmosferze lekko i naiwnie przyjmując perypetie bohaterów komedii zafundowane przez Autora. Przy okazji Żmijka doedukowała męża w kwestii głównej bohaterki modnego ostatnio serialu, który właśnie był się zakończył. Blatant jednakże nie zdążył ocenić (nawet amatorsko) jej umiejętności aktorskich. Praktycznie zaraz, jak tylko weszła na scenę, rozebrała się, śmignęła pod kołdrę i tyle ją widział2.
Gdyby ktoś jednak miał ochotę dowiedzieć się, jakie zagrożenia niosą wydawcom książek dla dzieci erotyczne fascynacje3 - Blatant poleca :)
***
1 - Nieparzyste lata są Żmijki, parzyste Blatanta. 2 - Tzn. aktorkę - kołdra cały czas była nieźle widoczna. 3 - Oraz zatrudnianie dekoratorów wnętrz do "wykańczania" prywatnych lokali.
Nieważny groźny grymas na gębie, Mordercy mają serca gołębie. Band, armii, gangów i czarnych sotni, Wczoraj - rycerze, dziś - bezrobotni. (Knajpa Morderców - Stanisław Staszewski)
Wykorzystując każdą wolną chwilę urlopu poświęciłem ich nieco na uaktywnienie mocno zaniedbanego rycerza. Wraz ze zmienionym nickiem nadejszła pora zgromadzić towarzystwo i wyczyścić pancerz. Miecza nie warto. Rdza zostanie na zbójcerskich łbach. Naprzód!
***
Przy okazji z podziwem spoglądam na dzieło WB. Sprawność utworzonego przezeń zakonu wyszła poza najbardziej optymistyczne prognozy. Od miesięcy żaden wrogi zastęp nie wdarł się do zamku. Skarbiec pełen. Rycerze zdyscyplinowani. Forum wewnętrzne tętni życiem. A wszystko to sprawnie działa niemal bezobsługowo. Fachowo dobrani ministrowie troszczą się o wszystko. Innymi słowy: Wielkiego Brata na Premiera i Prezydenta ;)
spokój grabarza - wszystko będzie dobrze siódma dziesięć - szerokiej drogi na pochyłe drzewo - wszystko będzie dobrze następny proszę (Spokój grabarza - Jakub Sienkiewicz)
Podobno wiele o dzieciach (i rodzinie) można dowiedzieć się z ich spontanicznych rysunków. Otóż coś takiego przyniosła moja latorośl z padawanarium:
Mama i tata? Błąd ;) Postać po lewej (smutna), leży na łóżku. Obok stoi druga - uśmiechnięta.
Nadal nic? No dobrze, poniżej rysunek z podpisem.
Limonka nie dopisała wprawdzie litery "U", ale i tak treść powinna być jasna. Ten po prawej to pan z laską Smutna postać - ktoś chory.
Tak, oczywiście. Rysunek przedstawia dr House'a z pacjentem :)
***
Swoją drogą Żmijka obejrzała, jak sądzę, o kilka odcinków za dużo. Doszedłem do tego ciekawego odkrycia usłyszawszy, iż podeszwa jej "nacieka"1.
***
1 - Uznałem, że but atakuje toczeń albo objawia się sarkoidoza.
Nie budzę cię bo jeszcze noc, wstaję i robię sam śniadanie Spoglądam jeszcze na twój sen, wychodzę cicho i zamykam drzwi Przejadę pewnie dwieście mil Zanim ty o siódmej wstaniesz (Radio - Lonstar)
Święta okazały się wyjątkowe pod kilkoma względami. Pierwszy raz blatancka rodzina spędziła je w Strasznym Dworze, czyli u siostry Mojej Najukochańszej1 Teściowej. Co więcej, był to również pierwszy raz w tym miejscu dla samej MNT. Towarzystwo zjechało się tego roku nieco mniej licznie. Teściu i Aureliano ogłosili zadżumienie. Nie mając możliwości (lub ochoty) przyjazdu pozostali gdzie indziej.
Natomiast prezenty Limonki jak zwykle wypełniły całą dostępną przestrzeń bagażową Bestii. Dostała wiele fajnych podarunków. Między innymi Wampiry czosnkowe2 oraz pewną tzw. kreatywną zabawkę do której nie można w Wawie dokupić materiałów eksploatacyjnych3 :/ Żmijka będzie miała okazję dwukrotnie przeczytać pewną książkę jako, że dostała jej dwa egzemplarze ;) Aureliano Drugi raził wszystkich prądem. Gdy ofiar zbrakło, raził siebie ustawiwszy regulator na maksa ;)
Plan zakładał powrót wieczorem pierwszego dnia Świąt na Pustkowie. Stwór jednakże bardzo stanowczo zaprotestował4. Limonka mogła wprawdzie zostać z wujostwem parę dni, tylko że trochę smutno by Blatantom było bez Potwora. Poza tym już obiecali transport TŻ, Rebece i Aurelianowi Drugiemu. Ostatecznie więc wieczorem Bożego Narodzenia Blatant zapakował pasażerów do Bestii i wyruszył rozwieść, gdzie kto chciał.
Śnieg jeszcze nie leżał. Na drodze ok. 23:00 ruch praktycznie zamarł. Chyba pierwszy raz w życiu Blatant przejechał większość dystansu "na długich". W drodze powrotnej wyłączył radio oddając się zaskakująco kojącemu wrażeniu wyginięcia rodzaju ludzkiego. Od czasu do czasu ignorował uwagi ZJTM5 uporczywie kierujące na trakt może i najkrótszy, lecz niekoniecznie najlepszy.
Reasumując: każdy otrzymał coś dla siebie. Limonka masę prezentów i liczne grono adoratorów przez całe Święta, Żmijka kilka dni z rodziną a Blatant zadowolenie swoich dziewcząt z bonusem w postaci kilkuset km uspokajającej ekstensywnej terapii drogowej :)
***
1 - Oczywiście ze wszystkich, jakie mam. 2 - Napiszę o nich przy okazji. 3 - Z pobieżnych poszukiwań w necie wychodzi, że najbliżej w US lub Nowej Zelandii ;) 4 - I nie ma się czemu dziwić. W Strasznym Dworze miała do dyspozycji oprócz prezentów także wszystkie zabawki lokalnego przedszkola ;) 5 - ZJTM, czyli "Zawróć, Jeśli To Możliwe" - nawigacja pożyczona od Żmijki.
Druga gwiazda szybuje gdzieś koło północy Chcę ją dojrzeć i mrużę swoje oczy Ani lepszy, ani gorszy wyjątkowy nie byłem Czym sobie na Ciebie zasłużyłem (3 gwiazdy - Kazik Staszewski)
1. Żony
1.1 Finanse rodzinne
Jako, że blatancka rodzina od dłuższego czasu podejmuje dość ambitne wyzwania finansowe, co miesiąc tworzony jest precyzyjny budżet zadaniowy.
- Co to jest? - nieco zirytowana czterocyfrową kwotą Żmijka wskazała Blatantowi pozycję w budżecie. - Które "co"? - No to. O to. - Tu machnęła palcem - O nazwie "Śmiertelnie proste". - Ach to - mruknął od niechcenia Blatant - to opłata cmentarna za kolejne 20 lat "naszego" grobu. - Aaaaa, no tak - wyjąkała Żmijka, gdy minęła pierwsza faza osłupienia. - To mi przypomina, dlaczego zostałeś moim mężem - uzupełniła po chwili. 1.2 Plany wakacyjne
Żmijka otrzymała w prezencie katalog wakacyjny z ofertami first minute.
- A może pojedziemy do X? - spytała wpatrzona w folder. Wyglądał z niego dumny hotel wraz z przyległym basenem w pewnym zasadniczo ciepłym kraju. Pokój z widokiem. - Nic z tego. Nie stać nas - bezdusznie zgasił marzenia Blatant. A w każdym razie tak mu się zdawało. Tzn. że zgasił. Nie że bezdusznie. - Jak to "nie stać"? Cena xxxx wydaje się być znośna - nie dała za wygraną Żmijka. - Taaak. Ale to stawka za dziecko (w dostawce). Do tego trzeba doliczyć ceny za dwoje starych oraz rezerwę na akcesoria bezpieczeństwa - cierpliwie tłumaczył żonie. - Jakie znów akcesoria? - Żmijka uporczywie usiłowała zmaterializować wizję. - Nic specjalnego, ale jednak kosztuje - Blatant rozpoczął wyliczankę - Podsumujmy: AK-74 (najlepiej do samolotu nadaje się wersja M ze składaną kolbą) + kilka magazynków, bo strasznie szybko wychodzą i parę poradzieckich cytrynek F1 (podobno tanio można kupić na Różyckiego) na użytek własny na początek powinno wystarczyć. Do tego kasa dla miejscowych. Sam was nie wyciągnę w razie czego. W tym regionie natarczywa gościnność wobec zachodnich turystów w pewnych kręgach należy do rodzinnych tradycji. Można od niej zupełnie stracić głowę. - Jasssne. Zawsze można też na ciebie liczyć - odburknęła pogrążając się w żałobie. Na co jej taki Blatant? No na co? Nawet nie ma ochoty na podróż do niestabilnych krajów z jedynie czysto teoretyczną niedogodnością w postaci różnej maści "partyzantów".
2. Córki
2.1 Śniadanie
- Co zjesz na śniadanie? - spytał jak zwykle Blatant. - Nic - odpowiedział jak zwykle Stwór. - Wiesz, w wielu sklepach... - Przestań! - wtrąciła Limonka wiedząc, co będzie dalej. - ... pytałem o "nic". Strasznie trudno to nic kupić! - Tato, wiem, że żartujesz! - A możesz powiedzieć mi jak nic wygląda? - Nie mogę - warknęła zniecierpliwiona Limonka - Tłumaczyłam Ci to wiele razy! Nic to nic. Pusto. Że niczego nie ma. - Wiem, że niczego nie ma w lodówce. Jest wędlina, serek, dżem, mleko, ale "niczego" faktycznie nie posiadamy.
I tak dalej itp., itd. W końcu Stwór złożył zamówienie na kanapkę z dżemem ananasowym (jak zwykle). 2.2 Sprzątanie
- A kto tu zostawił taki bałagan? - w gruncie rzeczy retorycznie spytał Blatant próbując przebrnąć do okna przez stosy zabawek piętrzące się w pokoju Limonki. - Niiikt - odparł Stwór. - Hmm... Nikt rzadko wychodzi do żyjących1. - Słucham? - Tym razem Limonka zdziwiła się na prawdę. - No Nikt. Taki chłopiec, który mieszka na cmentarzu. - Żartujesz... - niby stwierdził Stwór, lecz jednak tonem zdradzającym sporo przestrzeni zajmowanej przez niepewność. - I tak i nie. Przeczytałem o tym w pewnej książce. - Oświadczenie Blatanta nieco uspokoiło Limonkę. - I znowu będzie jak z "nic"? Przestań tato, już nie mam siły tłumaczyć...
- Całe szczęście - pomyślał Blatant pomagając Potworowi uprzątnąć co większe zabawki.
*** 1 - "Księga cmentarna" - Neil Gaiman. Polecam.
Brains in the pot, they're beginning to boil They're dripping with garlic and olive oil (Tweedle Dee & Tweedle Dum - B. Dylan)
Żmijka przyzwyczaiła Limonkę do opowiadanych od czasu do czasu wymyślonych na poczekaniu historyjek. Zdarzyło się więc, że i Blatant musiał coś takiego niekiedy wygenerować podczas żmijczych delegacji. Jedna z tych blatanckich mikrobajek z niewiadomych powodów wyjątkowo spodobała się Stworowi. Oto ona.
O kubku.
Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, za siedmioma lasami i jeszcze jednym parkiem, bardzo, bardzo daleko stąd był sobie kubek. Jak się na pewno domyślasz nie taki zwykły. Inaczej bym o nim nie opowiadał. Otóż kubek ów miał duże, niezwykle sprytnie wykonane ucho.
Co w tym ciekawego? Że wiele kubków ma ładne uchwyty? Może i tak, ale ten był szczególny. Dzięki niemu Kubek1 (pozwól, że takim imieniem będę go nazywać) słyszał wszystkie dźwięki z całego świata. Jedni twierdzili, że to magia. Inni dowodzili, iż wszystkiemu winien jest jego pokręcony kształt i złośliwe częstotliwości rezonansowe. Dla Kubka istotne było jedynie, że przez to ucho nie mógł zasnąć. Cały czas słyszał hałasy. Od rana do wieczora. W dzień i w nocy. W każdej chwili i w każdym momencie jego ucho odbierało stukania, pukania, krzyki, warkoty, jazgoty, buczenie, bzyczenie, mlaskania i wiele dźwięków dla których ludzie nie wymyślili do tej pory odpowiednich określeń.
Słyszał wiertarkę sąsiada (mieszkającego dwa domy dalej) wiercącą dziurę w suficie. Słyszał samochód Pana Gapy, który zawsze należało popchnąć, by odpalił. Słyszał samolot podchodzący do lądowania na dalekiej wyspie a nawet rozmowy jego pasażerów. Słyszał również trzaskanie garnków pani przygotowującej obiad w przedszkolu, chociaż było ono tak daleko, że nawet nie było go widać. Słyszał także burczenie w brzuchu chłopca, który nigdy nie chciał jeść niczego z wyjątkiem frytek i słodyczy. Słyszał wszystko i każdego.
Nie trudno zgadnąć, iż zły był przy tym na wszystkich okropnie. Wyobraź sobie: przez cały dzień ani chwili spokoju! Ale była jedna dziewczynka, którą lubił. Domyślasz się dlaczego? Tak, masz rację. Mieszkała tuż obok niego, lecz zwykle zachowywała się bardzo cicho. Słyszał oczywiście także jej śmiechy, ale nie przeszkadzało mu to specjalnie. Wiedział, że gdy tylko przyjdzie pora na spanie może liczyć na kojący zbolałe nerwy słuchowe cichutki oddech zapadającej w sen dziewczynki.
Dziewczynka też go bardzo lubiła. Szczególnie, gdy trzeba było wypić gorącą herbatę. Jego ucho nie parzyło i dobrze pasowało do jej rączki. Martwiła się tylko, że nie może mu pomóc w jego kłopocie aż pewnego dnia wpadła na pomysł. Przecież to bardzo proste! Wystarczy zatkać jego ucho dłońmi i wszystko ucichnie!
Kubek nie posiadał się z radości. Wreszcie mógł się wyspać. A dziewczynkę polubił jeszcze bardziej :)
***
1 - Niegdyś Limonka nadała rybce-huśtawce imię. Brzmiało ono "Niewiem". Dyskusje z dorosłymi na temat tej zabawki przebiegały od tego momentu ciekawiej ;)