Tego dnia Blatant postanowił nie jeść śniadania. Charakterystyczne uczucie ucisku w żołądku w odpowiedzi na pierwsze zapachy ze stołówki jednoznacznie wskazywały, że znany wszystkim kolorowy ptak zamierza wkrótce rozłożyć swój ogon. W tej sytuacji jedyne rozsądne wyjście to chwycić go mocno za gardło. Ech, należało opuścić zabawę wcześniej... Znacznie wcześniej. Teraz jednak za późno na takie refleksje. Mleko już się rozlało.Przekrzywił lekko głowę koncentrując wzrok na schodach. Zdawały się prowadzić w dół.
To dobrze. Takie właśnie są mi potrzebne - pomyślał rozważając jak z nich skorzystać. Ostatecznie zdecydował się na wariant klasyczny - prawą ręką zatrzymał walącą się ścianę, lewą złapał (w końcu) uciekającego węża poręczy i ruszył w dół. Szczęśliwie niezbyt szybko.
*** 5 godzin marszu po lesie później
Niewprawnym ruchem Blatant po raz kolejny poprawił za duży hełm opadający co chwila na nos. M16 nie ważyło już dwóch ton. Las nie próbował go napaść bardziej niż zwykle. Zdawał sobie jednak dobrze sprawę, że nadal jest p.1 leszczem. Cel musiał znajdować się blisko. Wprawdzie dowódca drużyny nie zwierzał się specjalnie nikomu (a na odprawie Blatant jedynie z trudem utrzymywał kontakt z rzeczywistością), ale rozwinął swych żołnierzyków w tyralierę. Teraz każdy ostrożnie, przygarbiony, szukając osłon sunął do przodu mając o kilka metrów z lewej i z prawej odzianego w moro, kask i gogle kolegę.Pah, pah, pah. Sierżant nie zdążył nawet wydać rozkazu. Pociski ASG śmigając powyżej 100m/s rykoszetowały między drzewami. Blatant zdołał wypatrzeć jednego z przeciwników. Oddał krótką serię, nim poczuł uderzenie w obojczyk. Nikt nie dostrzegł strzelców ukrytych w koronach drzew...
*** Jeszcze pół godziny później
Tym razem zadaniem plutonu była obrona wyznaczonego obszaru. Sierżant postanowił być sprytny. Teoretycznie cel powinien osiągnąć nie niepokojony, lecz na wszelki wypadek podzielił drużynę na dwa "rzuty", które później miały utworzyć "głęboką" obronę. Blatant podążał na prawym skrzydle drugiego rzutu. W pewnym momencie trafił na spory wykrot. Zdecydował się obiec go z prawej na kilka chwil oddalając się od kolegów. Gdy drużyna przekraczała dukt biegnący wzdłuż marszruty, znajdował się jeszcze kilkadziesiąt metrów z tyłu i nieco na prawo. Tym razem ze spokojem obserwował rozpoczęty znienacka, gwałtowny i bardzo chaotyczny bój spotkaniowy. Po chwili zorientował się, że przypadkowo znalazł się już niemal za plecami grupy przeciwników. Szybko przebył brakujące 20 metrów. Wcześniej odbezpieczył replikę przestawiając na tryb automatyczny. Czuł, że nadchodzi jego 5 minut. Niczym John Wayne w pierwszej chwili zdjął najbliższych dwóch neplów ukrywających się za drzewami przy ścieżce. Chwilę później jeszcze jednego. Niestety coś zabębniło w jego M16 i dało po łapach. Pół uderzenia serca później także po hełmie i w plecy. Zrozumiał, że tylko mu się zdawało, iż wszystkie cele ma przed sobą ;) Zgodnie z regulaminem2 - był martwy. Tym właśnie grozi praca w korpo3
*** 1 - "p." można czytać np. "pięknym". Można też inaczej. Zależy od indywidualnej wrażliwości. Tego dnia wrażliwość Blatanta nie była większa niż odporność na korupcję wśród członków PZPNu 2 - dwa trafienia = zejście 3 - zwłaszcza, której szefowie aplikują pracownikom takie zabawy
Trochę się tu zakurzyło, ale nic to. Z najważniejszych spraw w telegraficznym skrócie:
Żmijka zapisała się i skończyła dodatkowe studia. Potem szef ją zapisał i trwają następne po których zwykle Można Będzie Awansować. Chociaż i tak już znacznie awansowała. Tymczasem nie ma czasu się podrapać o słynnym odprawianiu czarów nawet nie wspominając.
Limonka uczy się pilnie. Pani widziała już ją nawet w klasie wyżej na co zresztą Blatant by nie zezwolił. Entuzjazm nauczycielce przygasł dopiero, gdy blatanckie dziecko obiecało swej wychowawczyni kilka dni w lochu o ile się nie poprawi. Teraz, spogląda na Limonkę z wyraźnym niepokojem a na Blatanta z niewypowiedzianą, ale jednoznaczną oceną: patologia... ;)
Blatant natomiast zmienił pracę i niestety utracił Bestię. Pewien sympatyczny skądinąd kierowca łaskaw był niewłaściwie zinterpretować tzw. sygnały świetlne. Pomylił S1 z S3 przy skręcie w lewo. W efekcie Blatant jadący Bestią prosto na zielonym dostał strzał w bok - tzw. szkoda całkowita :( Ze względu na żałobę1 nowej alfy czas jakiś nie będzie.
Miało miejsce też sporo innych zdarzeń, ale o tym później.
*** 1 - a także drobne przepychanki z ubezpieczycielem sprawcy
Odbijaj flaszkę, żądz nie kiełznaj, Hej, na orbitę wszyscy wraz! Bo gdy tak człek od rana pełza, To wieczór spędzić chce wśród gwiazd. (Bal kreślarzy - Stanisław Staszewski)
Imprezka dla dzieci odbyła się z mniej więcej z miesięcznym opóźnieniem wynikającym głównie z rezerwacji weekendowych terminów przez innych młodocianych jubilatów1 ;)
Dzieci bawiły się świetnie. Głośne, czerwone i mokre, czyli zadowolone ;)
Jedna z pań mniej. Zaproszony 5-cio letni potwór dostrzegł bowiem u niej błysk w ustach (od cekina zapewne) i uporczywie domagał się prezentacji ;) Naprawdę uporczywie ;)
***
1- A także przez urodziny Limonki cz. 2.5, 2.75, 2.875 itd. itp., czyli mniej lub bardziej zapowiedziane wizyty znajomych z tej okazji :)
I nie powie stary baron więcej do mnie "paszoł won!", Nie wypchnie za próg z gitarą - bowiem w grobie leży on. (Wróci wiosna, baronowo - K.I. Gałczyński)
Tydzień później dojechał Straszny Dwór. Dojechał i... nie poznał blatanckiej rodziny sunącej w odległości kilku metrów. Na usprawiedliwienie gapiostwa można dodać jedynie, iż Żmijce i Blatantowi z głów zwisały białe loki peruk a pożyczone stroje barokowe dość skuteczne odwracały uwagę od szczegółów fizjonomii. Limonka, jak zwykle, robiła za księżniczkę i to wyłącznie dzięki niej towarzystwo zostało ostatecznie rozpoznane ;)
***
Nawiasem mówiąc ochroniarz kilka minut wychodził z szoku dostrzegłszy karykaturę hrabiego de Valmont chyłkiem pomykającą pośród cieni (ze śmieciami w rękach) w stronę kontenera ;)
Brains in the pot, they’re beginning to boil They’re dripping with garlic and olive oil (Tweedle Dee & Tweedle Dum - Bob Dylan)
Nadszedł dzień urodzin Limonki. Ze względu na mnogość towarzystwa pragnącego oddać zwyczajowe pokłony jubilatce rodzice Stwora podzielili imprezkę na dwa terminy: "dla zgredów i bardziej zgredów" oraz "młodych".
Starzy zostali wyznaczeni na pierwszy ogień. Zjawili się wszyscy zaproszeni1. Wysoka frekwencja pozostawiła skutek uboczny w postaci tira zabawek2.
Nie obeszło się jednak bez drobnego zgrzytu. W sumie był tak niewielki, że może nikt poza Blatantem go nie zauważył, lecz wystarczających rozmiarów by jeszcze długo dręczyć ojca Limonki. Otóż Stwór zapragnął zagrać w niedawno sprezentowane Czosnkowe wampiry - prostą, choć nietrywialną gierkę planszową. W skrócie gracze (wampiry) biegają w niej po cmentarzysku od swych chatek do zamku, skąd za wszelką cenę usiłują wynieść jak najwięcej czosnku jednocześnie unikając jak słońca pomidorów3. Myk polega na tym, że nikt początkowo nie wie, kto gra wampirem jakiego koloru, ponieważ każdy może przesunąć pionek każdego. Blatant chytrze postanowił pomóc nieco swej latorośli grającej z dorosłymi CHCĄCYMI WYGRAĆ popychając, gdy trzeba, jej wampira. Niestety pomylił się w ocenie kto gra kim. W rezultacie Limonka nie zgromadziła ani ząbka czosnku, natomiast w udziale przypadły jej wszystkie dostępne w grze pomidory ;(( W ostatniej rundzie smutna i zrezygnowana podziękowała za grę słowami "No dobrze, poddaję się" ;(((( Blatant poczuł nadchodzący zawał.
***
PS.: Żeby nie drobne notatki, które czynię w tzw. międzyczasie cały mój pamiętnik zabraliby Niemcy. A konkretnie jeden. Alzheimer czy jak mu tam...
***
1 - Z wyjątkiem mieszkańców Strasznego Dworu, których zasypało. Wyruszyli wprawdzie zgodnie z planem, lecz dotarli tydzień później. 2 - Bywalcy wiedzą, że by domknąć drzwi pokoju Limonki, należy z buta dopychać wystające pluszaki jednocześnie rękoma pilnując wyżej umieszczonych ponad gabarytowych kreatywnych zabawek przed tragicznym upadkiem na zamykającego. 3 - Co obala mit jakoby kreatury te nie znosiły allium w dowolnej postaci ;)
Mama, take this badge off of me I can’t use it anymore. It’s gettin’ dark, too dark for me to see I feel like I’m knockin’ on heaven’s door. (Knockin' On Heaven's Door - Bob Dylan)
Nim urlop dobiegł końca, Blatant zdążył jeszcze odwiedzić uroczy, klimatyczny pałacyk w Otwocku z nie mniej interesującymi bywalcami oraz zafundować Bestii prezent noworoczny w postaci łączników stabilizatora o które dopukiwała się (coraz bardziej zdecydowanie) od chwili, kiedy się poznali.
Wszystko co dobre1, kiedyś się jednak kończy. Pierwszy dzień po dłuuuugim urlopie wypadł w piątek. I to okazało się w tym wszystkim najbardziej uspakajające :)
Somebody got murdered on New Year’s Eve Somebody said dignity was the first to leave (Dignity - Bob Dylan)
Zabawę sylwestrową zorganizowała Żmijka1. Nie uległa namowom Blatanta zmierzającym w kierunku kontynuacji ubiegłorocznej wyprawy. Zamiast szwendać się po D&D w podejrzanym towarzystwie wybrała ofertę teatru Komedia (jak w tytule notki).
Blatanctwo spędziło więc wieczór w miłej atmosferze lekko i naiwnie przyjmując perypetie bohaterów komedii zafundowane przez Autora. Przy okazji Żmijka doedukowała męża w kwestii głównej bohaterki modnego ostatnio serialu, który właśnie był się zakończył. Blatant jednakże nie zdążył ocenić (nawet amatorsko) jej umiejętności aktorskich. Praktycznie zaraz, jak tylko weszła na scenę, rozebrała się, śmignęła pod kołdrę i tyle ją widział2.
Gdyby ktoś jednak miał ochotę dowiedzieć się, jakie zagrożenia niosą wydawcom książek dla dzieci erotyczne fascynacje3 - Blatant poleca :)
***
1 - Nieparzyste lata są Żmijki, parzyste Blatanta. 2 - Tzn. aktorkę - kołdra cały czas była nieźle widoczna. 3 - Oraz zatrudnianie dekoratorów wnętrz do "wykańczania" prywatnych lokali.
Nieważny groźny grymas na gębie, Mordercy mają serca gołębie. Band, armii, gangów i czarnych sotni, Wczoraj - rycerze, dziś - bezrobotni. (Knajpa Morderców - Stanisław Staszewski)
Wykorzystując każdą wolną chwilę urlopu poświęciłem ich nieco na uaktywnienie mocno zaniedbanego rycerza. Wraz ze zmienionym nickiem nadejszła pora zgromadzić towarzystwo i wyczyścić pancerz. Miecza nie warto. Rdza zostanie na zbójcerskich łbach. Naprzód!
***
Przy okazji z podziwem spoglądam na dzieło WB. Sprawność utworzonego przezeń zakonu wyszła poza najbardziej optymistyczne prognozy. Od miesięcy żaden wrogi zastęp nie wdarł się do zamku. Skarbiec pełen. Rycerze zdyscyplinowani. Forum wewnętrzne tętni życiem. A wszystko to sprawnie działa niemal bezobsługowo. Fachowo dobrani ministrowie troszczą się o wszystko. Innymi słowy: Wielkiego Brata na Premiera i Prezydenta ;)
spokój grabarza - wszystko będzie dobrze siódma dziesięć - szerokiej drogi na pochyłe drzewo - wszystko będzie dobrze następny proszę (Spokój grabarza - Jakub Sienkiewicz)
Podobno wiele o dzieciach (i rodzinie) można dowiedzieć się z ich spontanicznych rysunków. Otóż coś takiego przyniosła moja latorośl z padawanarium:
Mama i tata? Błąd ;) Postać po lewej (smutna), leży na łóżku. Obok stoi druga - uśmiechnięta.
Nadal nic? No dobrze, poniżej rysunek z podpisem.
Limonka nie dopisała wprawdzie litery "U", ale i tak treść powinna być jasna. Ten po prawej to pan z laską Smutna postać - ktoś chory.
Tak, oczywiście. Rysunek przedstawia dr House'a z pacjentem :)
***
Swoją drogą Żmijka obejrzała, jak sądzę, o kilka odcinków za dużo. Doszedłem do tego ciekawego odkrycia usłyszawszy, iż podeszwa jej "nacieka"1.
***
1 - Uznałem, że but atakuje toczeń albo objawia się sarkoidoza.
Nie budzę cię bo jeszcze noc, wstaję i robię sam śniadanie Spoglądam jeszcze na twój sen, wychodzę cicho i zamykam drzwi Przejadę pewnie dwieście mil Zanim ty o siódmej wstaniesz (Radio - Lonstar)
Święta okazały się wyjątkowe pod kilkoma względami. Pierwszy raz blatancka rodzina spędziła je w Strasznym Dworze, czyli u siostry Mojej Najukochańszej1 Teściowej. Co więcej, był to również pierwszy raz w tym miejscu dla samej MNT. Towarzystwo zjechało się tego roku nieco mniej licznie. Teściu i Aureliano ogłosili zadżumienie. Nie mając możliwości (lub ochoty) przyjazdu pozostali gdzie indziej.
Natomiast prezenty Limonki jak zwykle wypełniły całą dostępną przestrzeń bagażową Bestii. Dostała wiele fajnych podarunków. Między innymi Wampiry czosnkowe2 oraz pewną tzw. kreatywną zabawkę do której nie można w Wawie dokupić materiałów eksploatacyjnych3 :/ Żmijka będzie miała okazję dwukrotnie przeczytać pewną książkę jako, że dostała jej dwa egzemplarze ;) Aureliano Drugi raził wszystkich prądem. Gdy ofiar zbrakło, raził siebie ustawiwszy regulator na maksa ;)
Plan zakładał powrót wieczorem pierwszego dnia Świąt na Pustkowie. Stwór jednakże bardzo stanowczo zaprotestował4. Limonka mogła wprawdzie zostać z wujostwem parę dni, tylko że trochę smutno by Blatantom było bez Potwora. Poza tym już obiecali transport TŻ, Rebece i Aurelianowi Drugiemu. Ostatecznie więc wieczorem Bożego Narodzenia Blatant zapakował pasażerów do Bestii i wyruszył rozwieść, gdzie kto chciał.
Śnieg jeszcze nie leżał. Na drodze ok. 23:00 ruch praktycznie zamarł. Chyba pierwszy raz w życiu Blatant przejechał większość dystansu "na długich". W drodze powrotnej wyłączył radio oddając się zaskakująco kojącemu wrażeniu wyginięcia rodzaju ludzkiego. Od czasu do czasu ignorował uwagi ZJTM5 uporczywie kierujące na trakt może i najkrótszy, lecz niekoniecznie najlepszy.
Reasumując: każdy otrzymał coś dla siebie. Limonka masę prezentów i liczne grono adoratorów przez całe Święta, Żmijka kilka dni z rodziną a Blatant zadowolenie swoich dziewcząt z bonusem w postaci kilkuset km uspokajającej ekstensywnej terapii drogowej :)
***
1 - Oczywiście ze wszystkich, jakie mam. 2 - Napiszę o nich przy okazji. 3 - Z pobieżnych poszukiwań w necie wychodzi, że najbliżej w US lub Nowej Zelandii ;) 4 - I nie ma się czemu dziwić. W Strasznym Dworze miała do dyspozycji oprócz prezentów także wszystkie zabawki lokalnego przedszkola ;) 5 - ZJTM, czyli "Zawróć, Jeśli To Możliwe" - nawigacja pożyczona od Żmijki.